top of page

„Mam ustawiony budzik na minutę ciszy”. Historia dziennikarki i paramedyczki z Łysyczańska, Anastasii Prokajewy

  • Zdjęcie autora: Oleksiy
    Oleksiy
  • 13 godzin temu
  • 5 minut(y) czytania

Anastasiia Prokajewa to 27-letnia dziennikarka i paramedyczka ochotniczego batalionu medycznego Hospitallers. Przyjaciele nazywają ją Asią, a towarzysze broni – „Uno”, na cześć jej ulubionej gry.


Od prawie czterech lat jej codzienność to ratowanie rannych i ciągłe ryzyko, które czasem „przerywają” żarty i gry planszowe z ludźmi o podobnych wartościach. Dziewczyna przeżyła wiele strat, długo dochodziła do siebie po odniesionej ranie, ale nawet po tym nie porzuciła drogi wolontariuszki.

“I set an alarm for the minute of silence.” the story of journalist and paramedic from Lysychansk, Anastasiia Prokaieva

„Nie wiemy, za którymi drzwiami kryje się wieczność” Anastasiia urodziła się w Łysyczańsku w obwodzie ługańskim. Tam ukończyła szkołę, a później wyjechała do Kijowa. Studiowała dziennikarstwo na Kijowskim Narodowym Uniwersytecie Kultury i Sztuki.

Kolejne siedem lat poświęciła pracy w mediach. Jeszcze przed pełnoskalową inwazją temat wojny był dla Asi najważniejszy. Przyznaje jednak, że nigdy nie pomyślałaby, iż ostatecznie znajdzie się na froncie w innej roli niż reporterka.

24 lutego 2022 roku obudziły ją wybuchy. Plecak był już spakowany: trzeba było szybko się zebrać, przeczekać noc w metrze, wystać kolejki w sklepach i zrozumieć, co robić dalej. Najpierw wyjechała z Kijowa, ale później wróciła, gdy praca w przestrzeni informacyjnej wymagała maksymalnego zaangażowania.

„Strumień wiadomości był nieprzerwany i trzeba było informować ludzi” – wspomina.

Równolegle angażowała się w inicjatywy wolontariackie. Wtedy, żeby pomóc, wystarczyło zrobić krok z domu – wspomina. Asia pakowała żywność dla przesiedleńców i jednocześnie w swoich materiałach opowiadała ich historie.

Kontakty wolontariackie ostatecznie doprowadziły ją do ochotniczego batalionu medycznego Hospitallers. Latem 2022 roku pomagała w organizowaniu nowej bazy, a potem „zakochała się” w społeczności wolontariuszy.


„Usłyszałam o ich doświadczeniu i zrozumiałam, że mogłabym zajmować się paramedycyną. Przeszłam szkolenie i pojechałam. Nic heroicznego” – mówi skromnie Asia.

Jej pierwsza rotacja odbyła się na kierunku zaporoskim, gdzie załoga transportowała rannych z rejonu między Woskresenką a Pokrowskim – z punktu stabilizacyjnego do szpitala. Asia kontrolowała stan rannych w drodze, monitorowała parametry życiowe i podawanie leków po stabilizacji. Później były kolejne wyjazdy. Zdarzało się, że w ciągu dnia przez punkt stabilizacyjny przechodziło nawet 200 rannych.


„Na kierunkach z dużym napływem rannych trudno zapamiętać wszystkich. Często pamięta się nie osobę, lecz rodzaj rany” – mówi Asia.


Paramedycy zwykle pamiętają więcej tragicznych historii niż tych z happy endem. Żeby nie nosić bolesnych historii w sobie, Asia zapisywała je w dzienniku. To była pewnego rodzaju terapia – mówi.

Do 2024 roku łączyła służbę w Hospitallers z dziennikarstwem: brała urlopy, by pojechać na rotację, albo pracowała zdalnie. Często w dzień pracowała nad materiałami, a w nocy jeździła na ewakuacje. Czasem w ciągu jednej nocy były dwie lub trzy.


„Jeśli w nocy były wyjazdy, starałam się odpocząć w dzień albo wieczorem. Zasada jest prosta – śpij, kiedy tylko masz taką możliwość” – mówi.

Przełomowym momentem w jej życiu była rotacja w obwodzie charkowskim w 2024 roku. W pamięci Asi na zawsze pozostało zdjęcie drzwi w Charkowie z napisem streetartowca Hamleta: „Nie wiemy, za którymi drzwiami kryje się wieczność”.

Zdjęcie zrobiono kilka dni przed śmiercią jej towarzyszki broni o pseudonimie „Mike” – to ona zwróciła uwagę na ten street art. Teraz telefon Asi za każdym razem pokazuje to zdjęcie, gdy o 9:00 rano włącza się jej tradycyjny budzik przypominający o minucie ciszy.


Hospitallers z wielką czcią podchodzą do upamiętniania poległych. Inicjatywa, którą promowała Iryna Tsybukh, jest kontynuowana przez wszystkich wolontariuszy. Nawet w punktach stabilizacyjnych o dziewiątej rano wszyscy starają się przestrzegać tej tradycji.


„Jeśli podczas dyżuru jest taka możliwość, oddajemy hołd poległym minutą ciszy. Ale podczas trudnej ewakuacji pamięć niestety musi poczekać – walczymy o żywych” – mówi Asia.

“I set an alarm for the minute of silence.” the story of journalist and paramedic from Lysychansk, Anastasiia Prokaieva

„To było dziwne uczucie – smutek po poległych i radość, że przeżyłam” 14 sierpnia 2024 roku, gdy zginęła „Mike”, Asia została ranna – rosyjski dron „Lancet” uderzył w pojazd ewakuacyjny.

Jeden samochód Hospitallers został całkowicie zniszczony, a drugi został uszkodzony przez falę uderzeniową.


„Zginęły dwie osoby. Jeden chłopak odniósł ciężkie obrażenia – traumatyczną amputację stopy, nie udało się uratować oka. Ja miałam ranę w okolicy kolana oraz odłamki w twarzy i rękach” – wspomina Asia.


W bezpiecznym miejscu paramedyczka po raz pierwszy poczuła sprzeczne emocje, których do dziś trochę się wstydzi. Przeżycie wydawało się wielkim cudem, ale radość z tego była jakby niestosowna.


„To było dziwne uczucie – smutek po poległych i radość, że przeżyłam” – mówi.


Rehabilitacja trwała ponad pół roku. Przez pewien czas noga się nie zginała, pojawiła się przykurcz (gdy więzadła i stawy tracą funkcjonalność), dlatego chodziła o lasce.

Wiele osób uważa, że w Kijowie niektórzy są oderwani od wojny – ale Asię wojna dopadła właśnie w stolicy.


„Smutno jest wyjeżdżać z jednostki. Zbliżyłeś się do ludzi, a oni tam zostają. W Kijowie jest względne bezpieczeństwo, ale i tutaj ludzie giną od ostrzałów” – mówi.

Bez pracy z ludźmi o podobnych poglądach jej zdrowie psychiczne „pękało w szwach” – przyznaje, że stale odczuwała niepokój.


„Kiedy jesteś w swoim środowisku, różnice w światopoglądach nie są tak odczuwalne. Kiedy wychodzisz z tego środowiska do tak zwanego ‘pokojowego’ świata, czujesz, że niektórym ludziom trudno jest przyjąć naszą nową rzeczywistość”.


Zaraz po odniesieniu rany zdiagnozowano u niej ostre zaburzenie stresowe i zalecono konsultację psychiatryczną.

Później dzięki służbie patronackiej Hospitallers Asia dowiedziała się o programie wsparcia psychologicznego „Dla tych, którzy ratują” sieci medycznej Dobrobut. Sześć miesięcy po zranieniu zwróciła się o pomoc, a potem jeszcze przez dziewięć miesięcy chodziła na psychoterapię.

Dziewczyna przyznaje, że nie jest jej łatwo mówić o zdrowiu psychicznym, ale chce przekazać innym, że nie należy bać się terapii.

„Wydaje mi się, że terapia pomaga zaakceptować siebie i swoje reakcje na świat. Przyjąć fakt, że nie można zmienić innych ludzi, ale można zmienić swoje nastawienie do nich, ograniczyć z kimś kontakt albo mówić bardziej otwarcie o swoich potrzebach.

Łatwiej jest przekazywać ludziom informacje o sobie, kiedy sam coś o sobie wiesz. W tym terapia mi pomogła – i może pomóc każdemu. Najważniejsze to znaleźć swojego specjalistę” – uważa Asia.

“I set an alarm for the minute of silence.” the story of journalist and paramedic from Lysychansk, Anastasiia Prokaieva

„Kochałam park przy Domu Kultury, muzeum krajoznawcze i stepowe baby obok”

W 2025 roku po rehabilitacji Asia wróciła do Hospitallers.

Między pracą stara się podróżować: po zranieniu była w Odessie, weszła na Velykyi Verkh i Płaj w Zakarpaciu.


„Praca głównie dodaje mi siły. Poczucie, że robi się coś pożytecznego. Spotkania z przyjaciółmi, podróże, kiedy jest taka możliwość, sport” – mówi.

Asia pracuje też w fundacji charytatywnej, która wspiera batalion, i okresowo wyjeżdża na rotacje. Praca w fundacji pozwala pokrywać potrzeby finansowe i projektowe – aby wolontariusze mieli ubrania, jedzenie i wyposażenie. Ewakuacja rannych daje jej poczucie osobistego wkładu.


„Obrońcy potrzebują bliskich ludzi i wsparcia, kontaktu z zapleczem. Trzeba pokazać, że zaplecze jest niezawodne i jest z nimi na jednej fali”.

Since the Hospitallers are a volunteer battalion, it is important to support them with donations. “It’s important to support the values-driven mission carried out by volunteer medics,” Anastasiia says.

Ponieważ Hospitallers to batalion ochotniczy, ważne jest wspieranie go darowiznami. „Ważne jest wspieranie wartościowej misji, którą realizują ochotniczy medycy” – mówi Anastasiia.

Czuje, że nie jest jeszcze zmęczona. Siłę do dalszej pomocy daje jej także wspomnienie domu, który dziś jest okupowany.

„Chcę wrócić do domu. Tęsknię niby za niczym konkretnym, a jednocześnie za wszystkim. Za domem, naturą, atmosferą. Kochałam park przy Domu Kultury, muzeum krajoznawcze i stepowe baby obok. Stara zabudowa wyglądała pięknie” – mówi Asia.


Ostatni raz była w domu w 2021 roku. W czwartym roku pełnoskalowej wojny jej nadzieja, że kiedyś jeszcze tam wróci, wciąż nie gaśnie.


“I set an alarm for the minute of silence.” the story of journalist and paramedic from Lysychansk, Anastasiia Prokaieva
 
 
 

Komentarze


bottom of page